Największy problem ludzi o wolnej woli. Możliwość wyboru. Rzecz miła i przyjemna, gdy chodzi o rozrywkę, a uciążliwa, gdy dotyczy przyszłości. Czy dana deklaracja spełni się, skoro wymaga włożenia weń nie małego wysiłku? Chyba każdy lubi mieć ambicje, ale już ich realzacja przysparza kłopotów. Trzeba się wziąść w garść, zacisnąć zęby i powalczyć. Ze zmęczeniem, wątpliwościami, brakiem czasu. Może będę miała dobrą passe. Może się nie ugnę i będę dzielnie, uparcie pracować do końca. Podniosłe słowa.
Na domiar tego, aby się skupić w sposób absolutny, wyciszyć, powinnam emocjonalnie "zacisnąć pasa". Nie podoba mi się to wcale. Przecież nie jestem towarzysko rozchwytywana, jestem typem spokojnym i wyciszonym. Oczywiście nie równa się to z nie wyściubaniem nosa poza książki, ale na pewnym odpuszczeniu sobie wrażeń jakie może dostarczyć obcowanie z innymi ludźmi. Na tym polu trzeba sobie darować nadzieje, fantazje i mrzonki. W praktyce "trzymać na wodzy" realizowanie (chyba tak to trzeba określić) marzeń przez trzy miesiące. To później przyjdzie radość wyników pracy, wybuch uczuć i nareszcie spokój. A także rozbudzenie nowych marzeń tyczących przyszłości w nowym mieście, nowych sytuacji.
Rezygnować z wartości nie mogę, to one przecież mnie kształtują. Ale nie mogę się skupiać na ich pogłębianiu, wręcz przeciwnie muszę je odłożyć na razie na bok, aby ostatecznie dorwać się do nich z wytęsknieniem. Tyle ksiażek, tyle myśli, tyle filmów, tyle obrazów. I kontakty międzyludzkie, więzy absurdalne i te jak najzdrowsze oraz pogłębianie własnego ja, wiedzy, doświadczenia. To będzie piękny czas. Chociaż nie powinnam o tym myśleć, nie oczekiwać. Ze spokojem przyjmować to co następuje, w duchu się cieszyć, ale bez rewolucji, by zachować równowagę. Niczym stoicy. Albo buddyści, ale ich praktyki to bardziej skomplikowana sprawa...
Nie przedłużając więc.... Do roboty!
A tak w nawiasie, drastycznie osobiście i paradoksalnie; kwestia "is good". To chyba jakieś znaczne przecenienie. Może zaangażowanie się i rozdrobnienia na zbyt wielu frontach. A może strach przed samym sobą, (spojrzeniu prawdzie w oczy). Przecież tu nikt nie ma papierów na doktorat z wyroczni. Albo po prostu, tak jak pisałam. Pusta, nikczemna, pyszna ignorancja. To boli. Och boli.
SCURVY gorączkowo
(...)Mam chaos we łbie wprost nieprawdopodobny! Stworzenie obiektywnego aparatu w postaci elity całej ludzkości jest niemożliwe, ponieważ przyrost intelektu odbiera odwagę czynu: największy mędrzec nie domyśli myśli swych do końca ze strachu choćby przed samym sobą i obłędem, a i tak będzie to za słabe wobec rzeczywistości. Strach przed sobą to nie legenda, to fakt - ludzkość też boi się samej siebie - ludzkość wariuje jako zbiorowość - jednostki wiedzą to, ale są bezsilne - otchłanne wprost myśli... (...)
Szewcy, Akt Pierwszy
Przecież wiadomo, że wyłącznie jedna iskra może spowodować zapalenie lasu. Dziwne więc, że mi przyszło przy niej tyle majstrować. Może to oznaka, że moje działania i myśli nie mają najmniejszego sensu.
Mrzonki czas zamrozić. Tylko czy umiem to zrobić przy rozmnożonej lodówce? Ja chcę marzyć!
Słyszę kroki. Czy to jedynie złuda dźwięków muzyki? Cichy rytm instrumentów. Nie, nie tym razem. To intruz. Ten, który zabiera radość, sens czynności. Zamiennik uśmiechu w ponurość. Często tak bywa, że niepodtrzymani towarzystwem ludzi zanikamy. A raczej zanikają nasze chęci. Bo cóż oznacza niezainteresowanie ze strony osób interesujących? Brak osądów, odrzucenia, a zarazem akceptacji. Czasem to jest wygodne, ale mi się chce ŻYĆ.
Milczysz. Niby nic dla mnie nie znaczysz, a myślę o Tobie ciepło, sympatycznie. Wiem, że masz problemy, jak każdy. Jeśli potrzebujesz pomocy, przyjdź. Zrobię co w mojej mocy. Jeśli wszystko jest w porządku, to to też mnie interesuję. To może chore, ale boli mnie brak kontaktu. Wiem, że może jestem jedynie pyłkiem w Twoim życiu. Ale tyle mówiłeś...
Mam nadzieję, że to wynika z zajęcia, a nie ignorancji.
Z rzadka ze sobą noszę mój dziennik spraw nie załatwionych
Początkowo pierwsze trzy
można było usprawiedliwić
złym zdrowiem
uciekaniem czasu
domu zapaleniem
Po trzech miesiącach w palcach uczyłam nie miłe mrowienie
podszyłam oczy i omijałam w imię rzeczy ważniejszych
jedzenia
bycia
i tycia
Dziś paniczne wstydzę się pytań zapiski mnie pożerają
kłami swej nierealizacji
brakiem tętna
skomentuj (0)Można żyć Pięknie. Byle się nie chować za nieśmiałością.
skomentuj (0)